Strona Główna ZBC Pomerania Rozproszony Katalog Bibliotek - RoK@Bi Biuletyn Informacji Publicznej
Informacje ważne Przetargi Mapa strony
Strona główna
Wiadomości o bibliotece
Filie biblioteczne
Działalność kulturalna filii bibliotecznych
LITERATURA W PAŹDZIERNIKOWY WIECZÓR
Zbiory Miejskiej Biblioteki Publicznej
Legalis
Regulamin konkursu
HERBATKA U LEMA
Kim był Stanisław Lem? Realistą czy fantastą? Naukowcem czy marzycielem? Pisarzem czy może agentem KGB? Czy był ateistą? Co sądził o ekranizacjach swoich powieści? Co zrobił z pierwszą pozytywką, którą dostał od ojca i dlaczego nie lubił Szczecina? Na te i inne pytania próbowano znaleźć odpowiedź podczas spotkania poświęconego życiu i twórczości Stanisława Lema.
Stanisław Lem

13 grudnia 2008 o godzinie 18.00 Willa West Ende zapełniła się szczecinianami, ciekawymi bohatera kolejnej „Herbatki u…”.
O Stanisławie Lemie dyskutowało trzech doskonałych znawców jego twórczości.
Jerzy Jarzębski – krytyk i historyk literatury, profesor na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Instytucie Polonistyki Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu; od 2008 r. członek jury Nagrody Mediów Publicznych w dziedzinie literatury pięknej COGITO; laureat Nagrody im. Kościelskich. Dwie najważniejsze publikacje książkowe, poświęcone Stanisławowi Lemowi to: "Zufall und Ordnung. Zum Werk Stanislaw Lems" oraz „Wszechświat Lema”.
Maciej Płaza – doktor nauk humanistycznych, autor książki „O poznaniu w twórczości Stanisława Lema”; swoje teksty teoretyczne i krytyczne publikował m.in. w „Pamiętniku Literackim”, „Akcencie” i „Kresach”.
Wiktor Jaźniewicz – doktor nauk technicznych (specjalność: komputery i informatyka), lemolog, tłumacz dzieł Lema na język rosyjski i białoruski, autor artykułów o jego twórczości, opublikowanych na Białorusi, w Bułgarii, Polsce, Rosji i na Ukrainie. Mieszka w Mińsku (Białoruś).
Moderatorem spotkania był Konrad Wojtyła – dziennikarz Radia Szczecin i redaktor kwartalnika [fo:pa].
Na dobrą sprawę twórczość Lema wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Stał się klasykiem science fiction, a jednocześnie nie należy do autorów typowych dla gatunku. Z wykształcenia lekarz (nigdy nie zdał końcowych egzaminów i nie uzyskał stopnia magistra, natomiast kilka uczelni przyznało mu tytuł doktora honoris causa) i teoretyk nauki, obeznany również z teorią ewolucji, matematyką, cybernetyką, astronomią, fizyką, a także literaturoznawstwem i wielu innymi naukami – stał się uniwersalnym poszukiwaczem mądrości, filozofem i badaczem dróg, jakie wykreśla przed ludzkością rozwój nauki i technologii. Ze sprzeczności, jakie spotyka na swej drodze umysł otwarty i chłonny, uczynił pożywkę dla swej twórczości. Jako pisarz nieustannie starał się godzić ze sobą sprzeczne elementy realizmu i fantastyki. Jak niejednokrotnie mówił w rozmaitych wywiadach – nie wierzy w istnienie życia w kosmosie, a już potencjalną inwazje obcych uważa za czysty nonsens. Fantastyka służyła mu do prezentowania dylematów filozoficznych, do opowieści o naturze człowieka, nie o awanturach międzyplanetarnych. Jego ogląd świata, łączącego się w powszechnym odbiorze ze światem fantastyki i przygody, był niebywale trzeźwy. W jednym z wywiadów powiedział: „W gruncie rzeczy człowiek w ogóle nie nadaje się do kosmosu. Mięśnie zanikają. Widziałem film dokumentalny o tym, jak pewien Rosjanin po 280 dniach spędzonych w kosmosie był całkowicie bezwładny i trzeba go było wynieść z kapsuły. To było więcej niż przykre”. W innym miejscu, z pewnym zastrzeżeniem, że jest to odważne stwierdzenie, mówi: „wybrałem fantastykę naukową ponieważ zajmuje się ludźmi jako gatunkiem (a raczej wszelkimi możliwymi gatunkami istot rozumnych, których przypadkiem szczególnym są ludzie). Science fiction powinna zajmować się całymi gatunkami a nie tylko jednostkami, bez względu na to czy są one świętymi czy potworami”.
Jerzy Jarzębski okazał się prawdziwa kopalnia anegdot i wiedzy na temat bohatera wieczoru. Zapytany o lekturę, od której najlepiej zacząć poznawanie Lema, polecił „Doskonałą próżnię”. Na temat stosunku pisarza do religii profesor Jarzębski w swoich pracach badawczych, poprzez analizę twórczości Lema, doszedł do wniosku, że najbliższa jest mu religijność w stylu „ojców destrukcjanów”, bohaterów jego prozy, którzy wierzą bezinteresownie i nie mają żadnych wyobrażeń ani oczekiwań. Lem w jednym z wywiadów skomentował to następująco: „To jest zupełnie coś innego. Nie neguję, że tu i teraz czuwa nad nami jakaś Opatrzność. Moja żona uważa, że niezliczoną ilość razy wystawiałem się na śmiertelne niebezpieczeństwo i musiała chronić mnie jakaś siła. Twierdzę tylko, że po śmierci nic nie będzie. Natomiast świat być może został ulepiony przez jakieś moce. Nie jestem kaznodzieją nicości”.
Do obszernej dyskusji na temat filozofii i koncepcji „kalekiego Boga” przyłączyli się Maciej Płaza oraz Wiktor Jaźniewicz. Przypomnieli, że Lem zachowując bardzo prosty kręgosłup moralny, do końca życia konsekwentnie pozostał ateistą. Przyczyn tak przyjętej postawy upatrywali w doświadczeniu wojny, które wywarło niemały wpływ jego na późniejsze postrzeganie świata i człowieka.
Wiktor Jaźniewicz opowiadał o wydźwięku prozy Lema na Wschodzie i w Stanach Zjednoczonych. Zwłaszcza wątek dotyczący współpracy bohatera „Herbatki” z Philipem K. Dickiem, znanym amerykańskim pisarzem SF okazał się nadzwyczaj interesujący.
Pewien splot okoliczności, postępujące schizofrenia Dicka i konflikt dwóch realizmów, zachodniego i wschodniego (Dick za pierwszą książkę wydana z inicjatywy Lema w Polsce dostał honorarium w złotówkach, których, jako waluty niewymienialnej, nie udało mu się spożytkować w żaden sposób, uznał więc, że został przez Lema okradziony) – spowodowały obsesje na punkcie autora „Cyberiady”. Po jednej z niekorzystnych recenzji, jakie napisał Lem o amerykańskiej powieści fantastycznej, jako gatunku literackim, rozszyfrował jego pierwsze litery imienia i nazwisko (St. Lem) jako: „towarzysz Stalin, Lenin, Engels i Marks”. Zapewniał, że nie ma w Polsce takiego nazwiska jak Lem, pod nazwą tą według niego kryła się wroga organizacja, knująca spisek wymierzony przeciwko amerykańskiej prozie. Wymieniał nazwiska spiskowców (w tym oficjalnego agenta Lema na Zachodzie) – jak donosił do FBI: „wszyscy oni bez wyjątku są posłusznymi wykonawcami rozkazów Stanisława Lema z Krakowa w Polsce, stuprocentowego funkcjonariusza partyjnego (wiem to na podstawie jego publikowanych materiałów oraz osobistych listów do mnie i do innych osób). Ta komórka partii zza żelaznej kurtyny – Lem jest najprawdopodobniej wieloosobowym komitetem, a nie pojedynczym osobnikiem, gdyż pisze wieloma stylami i raz zna niektóre obce języki, a raz nie – dąży do zdobycia monopolistycznej pozycji pozwalającej kontrolować opinię poprzez krytykę i artykuły pedagogiczne…”
Listów z podobnymi enuncjacjami wysłał do FBI w Los Angeles co najmniej 21 (tyle się zachowało). Stanisław Lem jawi się w nich raz jako potężny agent KGB, innym razem jako cała organizacja manipulująca światem z tajemniczego Krakowa. Kiedy francuska telewizja zaprosiła Dicka do Paryża na wywiad, natychmiast zorientował się, że to kolejna sprawka Lema. „Pojadę do Paryża, stamtąd porwą mnie do Warszawy, potem do Krakowa, a potem Bóg wie dokąd” – skarżył się do FBI.
Ale, jak stwierdza Lech Jęczmyk – w kontekście liliowego promienia światła, którym został trafiony w roku 1974, przekonania, że jest wcieleniem proroka Eliasza i że został fizycznie przeniesiony do starożytnego Rzymu i temu podobnych doświadczeń, jego opętanie Lemem można uznać za całkiem niewinną obsesję.
Podczas ponad dwuipółgodzinnego spotkania pojawił się również akcent lokalny – Jolanta Liskowacka (kierownik zbiorów specjalnych Ksiażnicy Pomorskiej) odczytała uczestnikom „Herbatki” kilka listów autorstwa Lema, przechowywanych w archiwach. Stanisław Lem przyjechał do Szczecina jako autor sztuki „Jacht Paradise” i właśnie watek teatralny, a także społeczny, przewija się w zachowanych listach. Lem nie mógł jakoś dogadać się z Dyrekcja Teatru, a pośrednio z władzami Szczecina, co do kwestii honorariów, zwrotów kosztów podróży itd. Gdyby obudził się w nim temperament Dicka, zapewne nie obeszłoby się bez obsesyjnego wątku spiskowego, były to jednak lata socrealistycznych wizji świata i przyszły mistrz literatury fantastycznej po prostu machnął na wszystko ręką. Na wszystko, czyli na całe miasto. I już nigdy Szczecina nie polubił.

[Dariusz Bitner]

P.S. Esej o szczecińskiej przygodzie autora Solaris ukazał się w dwumiesięczniku „Pogranicza” nr 6/2008 – Konrad Wojtyła, LEM PARADISE. Szczecińska historia w nieznanych listach opisana. Zdjęcia listów pochodzą ze zbiorów Książnicy Pomorskiej w Szczecinie. Poniżej w załączniku, dzięki uprzejmości autora i powyższych instytucji, prezentujemy cały tekst.



Załączniki
Konrad Wojtyła - LEM PARADISE. Szczecińska historia w nieznanych listach opisana



Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie 2007
Odwiedziło nas już 611446 czytelników